References

Karol Lewalski

Gdansk, 14.07.2019

Marta Bożyk

Dr.

With Charles, we belong to...

Z Karolem należymy do grona grafików związanych z uczelniami. Karol uczy
w Gdańsku w Akademii Sztuk Pięknych, ja w Krakowie. Środowiska
akademickie w Polsce współpracują i od czasu do czasu spotykamy się przy
okazji wernisaży, czy większych przeglądów grafiki polskiej, czy na
conferences. We are also bound by our favourite linocut technique. However, my
poszukiwania dotyczą głównie linii i pracuję w czerni i bieli. Karol natomiast
jest mistrzem koloru. W Krakowie mówi się o gdańskiej szkole linorytu
redukcyjnego. Jest to technika stosowana między innymi przez artystów:
Janusz Akermann, Aleksandra Prusinowska, Magdalena Hanysz Stefańska
i ze znanych mi, z tej uczelni, również przez Karola Lewalskiego. Pokrótce
polega ona na wycinaniu warstwy każdego koloru i odbijaniu go na papier.
Warstwa po warstwie czasem kilkunastu kolorów, warstw tworzy ostateczny
obraz. Po ostatniej odbitce linoleum znika lub jest do wyrzucenia. To
niepowtarzalna technika. Wyjdzie albo nie. Kolejna warstwa zmienia
completely picture.
Każdy z tych artystów inaczej wykorzystuje tę trudną technikę. Jestem
zawsze pod wrażeniem grafik wykonanych tą techniką i uważam ją za bardzo
trudną i wymagającą cierpliwości.
Co ciekawe, Karol w swoich tekstach pisze, że marzy o wyciszeniu i spokoju.
Za to jego prace są bardzo zróżnicowane, ale są też takie, które krzyczą,
narzucają się kolorem, drażnią jakimś przejaskrawieniem i mamią
szaleństwem barw. Z tych prac bije żar, bije intensywność przeżyć
i temperament. W innej serii Karol znów jest inny. Wielkoformatowe grafiki
czasem wycinane drobniutkim ściegiem kropek, odbite w odcieniach bieli lub
delikatnego różu, ukazują nam kogoś innego. Czy Karol jest delikatnym,
pastelowym, prawie kobiecym w swojej estetyce wrażliwcem? Czy Karol to
a mad searcher of strong colours, sensations among naked posters,
zabawowych kobiet zawieszonych w warsztacie samochodowym?
W twórczości Karola widać poszukiwanie siebie. Na tej drodze męskich
przeżyć widzimy dwa światy. W którym chciałby żyć Karol?
Jest jeszcze seria grafik stonowanych, ale wyrazistych. W tych pracach
przebija zdecydowanie, ale i jakieś poszukiwanie harmonii. Karol zestawia w
nich duże, mocne w kolorze i formie, abstrakcyjne elementy, ustawia je jako
bohaterów obrazu. Wstawia je w łagodną, ekskluzywną przestrzeń
„amerykańskiej” architektury wnętrz, po czym obok nich umieszcza dziwne,
small, colour-intensive objects that are intended to be a trace of the stay of these
eleganckich pań pachnących Chanel No 5, czy panów w koszulach od
Armaniego. Białe wille, szum fal, duże szyby i wystrój niby nonszalancko
scattered, small sculptural forms that were set up for hours,
by dopasować do eleganckiego wnętrza. Właśnie te prace bardzo kojarzą mi
się z Salvadorem Dalim. Jego obrazy niby senne wizje, a jednak bardzo
dobrze wyglądające we wnętrzach dużych białych willi. Jest u Dalego taka
snobistyczna nuta. U Karola także ją słyszę. To nie są grafiki do małych,
ciemnych mieszkań w blokach. To eleganckie, nonszalanckie kreacje do
dużych i pięknie oświetlonych salonów nadmorskich willi. Oczywiście,
nie mam pojęcia czy taka była intencja Karola, ale takie mam odczucia, gdy
oglądam tę serię przepięknych i malarskich w swojej formie prac graficznych.
Karol ma ogromne wyczucie koloru. Lubię te jego pastelowe, pudrowe kolory
ale i te jaskrawe i psychodeliczne.
Dwie osobowości artysty Karola, ta kochająca klimat warsztatów
samochodowych, które pewnie byłyby sterylnie czyste u niego, jedynie
smagnięte smarem po policzku czy białych spodniach mechanika. I druga
osobowość artystyczna, domniemana przeze mnie, to elegancki, świetnie
ubrany, oparty o sportowego Aston Martina, pięknie pachnący, artysta James,
który patrzy w horyzont nieba zetkniętego z morzem z piękną kobietą u boku,
który pracuje w domku przy plaży i nikt nie wie o jego hobby, gdyż przed
the world plays hardball.
Oczywiście ta moja opowieść o Karolu, to bajka zainspirowana jego
twórczością i opisanymi przez niego skrywanymi głęboko marzeniami.
Pisarze zawsze muszą się tłumaczyć ze swoich kryminałów. Artysta nie musi.
Artysta robi co chce. Artysta, grafik Karol Lewalski wycina swoje linolea
podłogowe tak, że wychodzą spod jego dłuta magiczne, kolorowe opowieści.
Karol to marzyciel wciąż poszukujący siebie i swojego wymarzonego domku
na wydmie. Karol odsłania nam delikatnie i pomału kim na prawdę jest. Sam
By the way, maybe he will learn too?

Dr Marta Bożyk
Academy of Fine Arts Cracow

 

 

Karol Lewalski

Gdansk, 13.05.2020

Zbigniew Mankowski

Dr.

Lewalski

The light eyes of the heart...

The light eyes of the heart... or the becoming of images

Przywykliśmy w świecie sztuki myśleć i mówić, że obrazy „dają do myślenia”. Obrazy jak ludzie mogą rzeczywiście być impulsami myśli, przeżywania i rozumienia świata. Takie właśnie są obrazy Karola Lewalskiego, stając się znakami bogatego życia, wizualnymi symptomami kolorów istnienia. Oto przed oczami widza rozpościera się swoista pełnia artystycznej formy powstała, jak się domyślam, z doświadczania bogatych wizualnych światów artysty. W prezentowanych przedstawieniach właśnie się doświadcza bogactwa pełni świata: nie tylko się mu przygląda, także się go podziwia, przeżywa się go i próbuje interpretować, a w końcu – nadać mu artystyczny, a więc wyrafinowany i pełen estetycznej kultury, wyraz. 

Karol Lewalski's paintings 'give food for thought' for two general reasons in particular. The first is because they are 'powerful' images. In the reflection that deals with thinking and writing about paintings, we speak of 'strong' paintings when we see that life directly 'thickens' in them. The measure of a "strong" image becomes its expressive power, its visual ability to reflect and present the inexhaustible wealth of visible human reality. There is so much real life in them, which multiplies, enriches and expands in meaning when artistically transformed, and also allows interpretation, besides making the viewer look at himself, see, discover and analyse;  and perhaps above all to love? One feels in these paintings the amazement of visibility, which is increasingly rare today. Some expression of the experience of seeing in this way is the simple reaction of reception, the sudden almost physiological reflex, the necessity to even  an involuntary desire to tell someone else about them, someone who has not yet had the opportunity to see them or enjoy them; whether he could not saturate his senses with their  a sensitively created aesthetic.   For there is in these paintings everything that is most important for creativity: the freedom of seeing, the overlapping of sensations, the savouring of sensuality, even the silent admiration or pursuit of an ultimately unmatched visible human reality. And there is also noticeable here the artistic work on perceptual apprehension, the expression of everything that allows itself to be perceived, that tries to inspire the human gaze, that also goes beyond seeing, and that arises from the richness and vastness of existence - from nature in its broadest sense, through the human figure, especially the noteworthy fascination with female sexuality, and to attentiveness to what is elusive, what hides beneath the discreetly existing fabric of human corporeality, what is finally contained in the events of multidimensional presence and in the areas of human being between, and also with, others. 

This brings us to the second reason that makes these images thought-provoking or reflective. I refer at this point to their visual or expressive  truth. Regardless of whether one believes the contemporary cultural post-truth, it is always important in perception whether an artistic creation is true, i.e. convincing, coherent or even visually plausible. This oeuvre presents itself as such. Here I want to particularly emphasise its artistic truth by drawing attention to its formal coherence and chromatic, colourful authenticity. These two expressive and aesthetic qualities mean that they don't exist alongside our visible and worn realities, but rather create new realities, allowing us to look at ourselves with new eyes, altered by the artist and his paintings. Thanks to the artistic effort of the creator's thoughts, even new images of the world are created. We follow the image and its creator with our eyes, as it were, and at the same time we can see  „inaczej”. O co przecież w sztuce chodzi. Mamy tu, wydawałoby się, zwykły, a w efekcie niezwykły nowy twórczo potraktowany mimetyzm: wgląd w to, co istnieje przekształca się tu w artystyczną ingerencję, a forma artystyczna tworzy widzialną interpretację rzeczywistości. Figuracja nadążając za swoi spełnieniem, przeradza się w abstrakcję, a ta z kolei chce dopełnić i wyrazić wszystko, czego nie widać oraz to, co nie daje się łatwo zobaczyć. Oto żywy i stający się artystycznie świat w pełni, w procesie ciągłego stwarzania się.

Twórca tych obrazów nie pragnie odtwarzać realnie istniejącej rzeczywistości, ale przede wszystkim chce tak ją zorganizować na obrazie, by była widoczna w swym nieoczywistym statusie i dynamicznej kondycji. W efekcie to, co oczywiste i po wielekroć widziane, staje się tu swoim pożądanym przeciwieństwem – przekształca się w niezwykłość, odmienność, w jakąś atrakcyjną odsłonę istnienia. Zatrzymane i stworzone na nowo kolory żyją swoim nowym prawdziwym artystycznym życiem. Wydają się prawdziwe, przekonują do siebie nasze oczy i zmysły, choć są całkiem inne niż w naszych codziennych widzeniach. Bo oto twórca obrazów je właśnie dla nas na nowo poukładał i zorganizował. Jakby chciał do nas za każdym razem i w każdej nowej odsłonie powiedzieć: Patrzcie. Patrzcie, jaki ten nasz świat niezwykły, wprost zdumiewający, dynamiczny i jaki wielowarstwowy. Stwarzając tym samym specjalnie na nasz użytek nowe wydarzenie – święto widzenia, przeżywania i rozumienia świata. Weźmy kilka  examples: The beachfront becomes here an extraordinary 'other' than in our usual vision of the place; or even such a common image as the view of the west, which here is transformed into a collage of the richness of life's shades; or, finally, the skirt in artistic transformation seems a captivating visual microcosm. And, seen hundreds of times, a walk with a dog reveals a literal visible fever of colours, forms and shapes, and an essentially expressed dynamic of seeing-perceiving-multiplying complexity of what can rarely impose itself on our eyes and senses in general.

 What else is perhaps worth emphasising? Well, one thing for sure -  The images presented were certainly created from the "eye and mind" of their creator, thus becoming visually rational, legible, and cognitively and expressively formally rich. I can emphatically emphasise this quality of the work in question, which is something I would like to see happen more often in my adventures as a critic.  In a word, I could confidently call these images re-flexive, or those that have a dual effect on perception:  on the one hand, appeal to thinking and re-thinking, and on the other hand, become artistic re-flexes These images are, in a way, unveilings of an expanded world, enriched precisely by the creative expression and content resulting from the richness of the form. Such images have a duality valuable in their structure - they can be in fact both a thought about the world and the world itself, a world that is admittedly artificial, but nevertheless suggestive and aesthetically attractive, already living its life in the space of culture, allowing itself to be seen again and again and, most importantly, to be constantly re-interpreted, expanding our everyday world with an artistic worthy of attention.  dimension. 

We need for a full democratic life reflective images that expand our existence, triggering a conversation, a meeting or an exchange of ideas - or even an argument over images. Karol Lewalski's paintings can successfully fulfil all these needs socially, having a valuable potential for discussion; they reveal something else that makes them all the more appealing to life - they combine reflection with emotion, with what I would call perhaps risky  the seeing eyes of the heart? The classical author wrote literally about the "enlightened eyes of the heart". In addition to the "eye of the mind" one can see in them the "eyes of the heart"  and a kind of visual ardour, which makes their long social existence all the more promising. I would like them, then, to convince visually, artistically and expressively other eyes, minds and hearts; being able to be mirrors of our realities; at the same time becoming precisely  linocut images of the colours of life.               And that, at the same time, they generate much-needed new ways of seeing the world, which, thanks to them, is still - hopefully not becoming - obvious.  After all, there is still alive in at least some of us, despite the changes and the networked development of an ever faster world, a true universal conviction to want to see and understand the world through the prism of thought-provoking - artistic images. Such, after all, are the long-established roots of our culture, which has lasted and will continue to come alive thanks to artistically/cognitively obliging images. 

I believe Karol Lewalski's pictorial realities not only because they are reflective, but also because they are visually compelling - one might say artistically persuasive. No, they are too little and overly intellectually expressed. I rarely write this as a critic - I like them, and modestly so to say. The rest, for various reasons, if only critical distance, must remain silent.Zb

Karol Lewalski

Gdańsk, 23.11.2020

Waldemar J. Marszałek

Professor

Lewalski

If at my door...

Gdyby do moich drzwi zastukał diabeł domokrążca i zaoferował młodość,
to z wymownym gestem zamknąłbym mu drzwi przed nosem. Niechęć
do bycia młodym nie wypływa z obawy, że proces ten wiąże się również
z „odmładzaniem” mózgu, ale raczej ze świadomości tego, czym jest i czym
„grozi”. Kiedy wlazło się na górę życia i ma się stąd szeroki horyzont,
a w jakimś sensie świat w garści, odrobinę pewność siebie, to nie ma się
ochoty na powrót. Młodość jest wartością, która niestety przemija. Zostaje
nasze doświadczenie, i daj Panie Boże, by było jak największe, nasycone
mądrością, z której potrafimy skorzystać, umiejętnością cieszenia się
chwilą i hartem ducha, który bez sińców pozwoli stąpać po tym garbatym
świecie. Tak myśli stary profesor, który nie oszukujmy się, czasami zazdrości
the young assistant's spurts of madness.
Ten wstęp to rozterka, być może ojcowska troska oparta na własnych
doznaniach. To przemyślenia nad losem młodego artysty Karola Lewalskiego,
który ma przed sobą do pokonania jeszcze długi dystans. Czy mu się
powiedzie tak, jak zakłada? Czy odnajdzie swój kącik w krainie szczęścia,
zwanej sztuką? Czy wytrwa w postanowieniach? Bo wydawać się może,
że tam już wszystkie miejsca są zajęte i na wszystkie pytania znaleźliśmy
odpowiedź. Pomimo obaw od razu odpowiem na te pytania: tak, da radę,
jestem tego pewny, choć przed chwilą wybił się z bloków startowych, a meta
daleko. Nie jest to wróżbiarstwo, ale pewność wynikająca z obserwacji jego
person. A list of his qualities can be presented, a paean sprinkled with flowers,
który poprze moją tezę, ale darujmy sobie, nie chodzi przecież w życiu
o laurki, które są tylko krótką chwilą ciepełka.
Karol Lewalski podjął wyzwanie bycia artystą. Właśnie artystą, a przecież
miał możliwość dokonania innego wyboru, takiego wyboru, który zapewniłby
mu egzystencjalny spokój. Mógł przecież zostać, dajmy na to, dyrektorem
dobrze prosperującej spółki, oczywiście z dyrektorską pensją, pewną
pensją. Postanowił zająć się uprawianiem czegoś, co jest bardziej iluzją
niż realnością. Zajął się pracą na ugorze, która częściej przynosi klęski
nieurodzaju niż słodkie owoce. Więc co go motywuje? Z tego, co widzę,
to pasja, chęć wyróżnienia się z szarej powszechności coraz bardziej zunifikowanego
świata, a przede wszystkim określenie sensu istnienia.
Wbrew modom i medialnym dyktatorom, pokusom świata konsumpcji,
wywiesza swój sztandar. Chce życiu nadać barwę i nawet, jeśli będzie się
ona zmieniała to podług jego dyktatu. Nie chce być kameleonem, który
przybierze kolory tłumu. Niby wszystko przed nim, bo żółtodziób, ale jak
się spojrzy na biografię to wiele już osiągnął: nagrody, wystawy, znaczące
efekty poszukiwań własnej sztuki. Kiedy jest się młodym, a na piersi
zaczynają błyszczeć ordery, to z jednej strony pomaga to znosić trud pracy
i niepewność jutra, a z drugiej, można stracić przytomność realnej oceny
na skutek uderzenia wody sodowej do głowy. Karol panuje nad tym i robi
swoje. Wspina się po ostrej ścianie do upragnionego ideału nie patrząc
z obawą w dół. Liczy się tu i teraz: praca i jej cel. Karol Lewalski postanowił
też być pedagogiem. Pracujemy razem. Praca z nim, w mym odczuciu, to
symbioza. Prowadzimy pracownię, do której uczęszczają młodzi studenci
z niewielkim doświadczeniem. Przewaga wiekowa Karola nad nimi zdawać
się może niewielka, ale to tylko matematyka, natomiast w sposobie pracy
jest zauważalna. Lewalski to urodzony pedagog, który świetnie pełni rolę
łącznika między mną, a studentami. Jest tam, gdzie moje poczucie odpowiedzialności
za całość może nie dostrzec istotnych szczegółów potrzeb
młodych ludzi. Nie gra starszego, bo nie musi, gdyż doskonale wyczuwa
dydaktyczne sytuacje, w których powinien okazać pewność siebie. Linoryt
nie jest techniką starą jak świat, ale ze starej się wywodzi i może dziwić to, że
Karol ją wybrał, jako narzędzie wyrażania siebie. Łatwo nie jest, trud wielki
dłubania, ale mimo wszystko jest mu bliska: trudniejsza niż choćby techniki
cyfrowe, na których przecież zna się doskonale. Istotna jest dla niego nie
łatwość, ale charakter techniki, który determinuje ostateczny kształt jego
pracy. Poetyka warsztatu, jego możliwości urzekają Karola, więc tańcuje
wywijając zgrabne figury. Z wielką wirtuozerią nim operuje, panuje jak
dyrygent nad orkiestrą. Proces barwnego linorytu, ten, kto robił doskonale
knows how complicated it is, how labour-intensive, how quickly it can cool down
artystyczne zapędy niedoświadczonego artysty. Co tu dużo mówić: Karol ma
to w jednym palcu: co wymyśli, co poczuje to płyta i narzędzia linorytnicze
czynią. Wydaje się, że wszystko w tej dyscyplinie jest mu podległe, nie
odczuwamy trudu pracy, a jedynie istotę tworzenia. Pozazdrościć!
Czuję podskórnie, że z siebie mało wykrzesałem, bo bogactwo Karola pracy
jest znacznie większe niż przedstawiłem. Wiem o tym, ale czynię to też
premeditated, because art is an area of subjective creation
i postrzegania świata. To nie słowo ma ją określać, ale jej wizualny kształt.
Każdy z nas przedstawia, stwarza i odbiera inaczej, i dobrze. Wszelkie
wskazówki, drogowskazy nie tyle mogą być pomocne, co zwyczajnie
niepotrzebne, mylne, bo każdy powinien w tej krainie odnaleźć się w dużym
stopniu sam. Droga, jaką obrał Karol Lewalski, w moim odczuciu jest przekonywująca,
na tyle ciekawa i pełna barwnych emocjonalnych zwrotów, że
chętnie nią podążam. Czuje się zaproszony i zaproszenie przyjmuję.
Być może kiepsko jest to skrojony garnitur słów, który miał „wystroić” jego
sztukę. Może to skutek podświadomej zazdrości o młodość, bo mimo
wszystko, czuję jej nutę i miłe jej brzmienie. Kiedy patrzę ukradkiem na
Karola, na jego młodzieńcze porywy, uniesienia, których mi nie wypada
(?) zwyczajnie nie mogę, bo metryka, bo ogień młodzieńczego porywu już
więcej niż odrobinę we mnie przygasł. I nie jest to tylko zazdrość o młodość
w wymiarze fizycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. Przed nim wiele
piękna. Piękna, przeze mnie poznanego, ale iskra niepokoju kłuje, że coś
przeoczyłem, a gdyby jeszcze raz? To być może powód oddania duszy diabłu,
to be able to experience things the way Charles does now.

Waldemar J. Marszałek

Privacy Overview

This website uses cookies so that we can provide you with the best user experience possible. Cookie information is stored in your browser and performs functions such as recognising you when you return to our website and helping our team to understand which sections of the website you find most interesting and useful.